wtorek, 14 lipca 2015

Smoczy syn kotem?! I

[ PODANY MATERIAŁ TO ZAPYCHACZ, BO GENIALNA SAGGIE, TERAZ MA FAZĘ NA SKYRIM'A I BĘDZIE MALTRETOWAĆ POSTACIE W ŚWIECIE GRY, HEHE. DO TEGO WŁASNE POSTACIE, #TAKA #KREATYWNA I UTKNĘŁA PISZĄC PORĘ NA NCBL II (/<) ]





       Nagła chęć zwiedzenia świata i przygód.  Ciekawość. Coś, co potrafiło ruszyć z miejsca nawet
najbardziej leniwego kotołaka, którego rasa powszechnie była powszechnie znana jako  ,,khajiit''.    
Stwór, przypominający obrośniętego sierścią człowieka, o kocim pysku i ogonie, podjął się szalonej decyzji opuszczenia swojej rodzimej pustyni Elsweyr, by szukać szczęścia w odległej krainie wiecznej zimy - Skyrim, zamieszkanej przez najbardziej nieufną i nietolerancyjną rasę - nordów.
    Jednak, czy łatwo było dostać się do tego miejsca?
 Z jednej strony, można powiedzieć, że tak, skoro był wieziony konnym wozem prosto jednego z miast kraju.
Minusem był przykry fakt, że jechał na ścięcie.
Opowieść dopiero się zaczyna, a bohater już ma umierać?
Radisha - bo tak brzmiało jego imię - przeklinał swój plan, mając na uwadze, że gdy stukot końskich kopyt ucichnie, czeka go nieunikniona śmierć. Niestety, wystarczyła jego obecność przy spiskowcach, by został oskarżony o to samo, co oni.
 Gdy dotarł wraz z grupką osób posądzonych o spisek przeciwko ówczesnemu władcy, na miejsce egzekucji, już czul topór na swojej szyi...rozległ się ogłuszający huk, a ziemia zatrzęsła się zabranym pod nogami.
Ogromny gad przysiadł na pokrytym strzechą dachu, jednego z szarawych budynków, którymi otoczony był plac. Z nozdrzy bestii wydobył się dym, po czym ryknęła a z pyska wypuściła płomienie, paląc wszystko, co było na jej drodze. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu, strażnicy zostawili skazańców i ruszyli na smoka. Zwierz w furii, rozdrażniony strzałami odbijającymi się od jego lśniących czarnych łusek,  zaczął krążyć nad miasteczkiem, co chwilę wypuszczając snopy iskier. Ogonem niszczył zabudowania, przemieniając tętniące życiem miasteczko, co prawda, posiadające osobliwy plac, w ruinę. Serce Radishy waliło jak oszalałe, a twarz wykrzywiała się pod wpływem panicznego lęku. Leżał wśród cegieł, sparaliżowany, słysząc rozpaczliwe krzyki i będąc co chwila przydeptywanym, przez innych, którzy najwyraźniej uznali go za zwłoki, po których można bez przeszkód stąpać. Jego ręce cały czas były związane liną do tyłu.
Podnieś się, przeżyj, wstań... dasz radę, to nie tak miało się skończyć - powtarzał sobie i uniósł ostrożnie głowę, z trudem próbując wygrzebać się spod gruzu, zaczął wzywać pomocy.
Czyjaś dłoń podniosła go do góry za poszarpane ubranie.
Spojrzał krótko na swego wybawcę, którym okazała się być  elfka, sądząc po kształcie uszu, z jego ust usłyszała jedynie ciche ,,dziękuję'',  Radisha chciał uciekać, biec przed siebie, byle jak najdalej stąd. Ale elfka mu na to nie zamierzała pozwolić. Jest ze straży? - ta myśl zmroziła khajiitowi krew w żyłach - jeśli tak; zabije mnie, miałem być dziś ścięty, co z tego, że nie miałem nic wspólnego z tymi typami, a tym bardziej nie wiedziałem kim jest ten jarl, cokolwiek to znaczy... 
     - Vuth! - usłyszał stanowczy rozkaz zatrzymania się z jej strony - Nie czekając aż ten się łaskawie zatrzyma, chwyciła go za ramię - Zu'u fen govey hi - wyjaśniła z uśmiechem, nie zważając na to, że dookoła dalej trwa pojedynek straży ze smokiem. Zrozumiał, uczył się języka dovahzul, którym posługiwali się mieszkańcy Skyrim. Dziewczyna nie miała złych zamiarów, chciała go rozwiązać, by ten nie musiał ratować swojego życia, mając skrępowane ręce. Poczuł jak liny puszczają, a do nadgarstków na nowo dopływa odpowiednia ilość krwi.
 - Nox hi, pruzah sil - skłonił się dziewce, dziękując i nazywając ją ,,dobrą duszą''.
        Ruszył pędem przed siebie, w stronę majaczących zarysów większego miasta, licząc, że gdy tam dojdzie, nie zastanie go spustoszonego przez latające bestie, które do tej pory wydawały mu się być tylko bajką.









     

1 komentarz:

  1. Aga jest! ^^
    Czytam to już drugi raz, ale dalej bardzo mi się podoba :)
    ~Twój Hizaś :D

    OdpowiedzUsuń