Na początku Cię nie lubiłem.
Byłeś zbędny - przeszkadzałeś mi.
Musiałem wszędzie nosić Twój pluszowy, książęcy tyłek.
Jakby dwa kilo pudru i lakieru na włosach nie było dla mnie wystarczającym balastem.
A to ja miałem być maskotką.
Nie Ty.
Pamiętam dzień, w którym się pojawiłeś.
Prosto od jakiegoś krawca, na zamówienie. Tsuzuku przyniósł Cię do mnie w papierowej torbie.
Była do Ciebie dołączona instrukcja.
,,Prać ręcznie''
Dobre sobie - pomyślałem i bez zastanowienia wrzuciłem Cię do pralki, bo przez towarzystwo wokalisty przesiąknąłeś nieprzyjemnym zapachem.
Nie miałem nic do roboty, więc patrzyłem jak wirujesz w urządzeniu.
Po chwili łapka oderwała się od Ciebie, a ja tępo obserwowałem plusz unoszący się w wodzie.
Szybko zatrzymałem program i Cię wyjąłem.
Przystąpiłem również do szukania Twojej kończyny w pralkowych czeluściach.
Zrobiło się w Tobie trochę dziur.
Przeraziłem się. Czy zawsze muszę wszystko zepsuć? Cokolwiek by to nie było? Wszyscy się znowu będą patrzeć na mnie z politowaniem i kolejny raz usłyszę standardowe ,,Meto, naprawdę?''.
Zacząłem się rozwodzić nad własną głupotą, chyba nic by mi się nie stało, gdybym wyprał Cię ręcznie. Pozostało mi naprawić szkody.
Wygrzebałem resztki pluszu i położyłem Cię na oknie, czekając aż wyschniesz.
Te luki w futerku nie wyglądały dobrze, Postanowiłem naszyć na nie kolorowe łatki, pod pretekstem przyozdobienia Cię. I tym sposobem na moich ręcznikach i pościeli pojawiło się kilka tajemniczych kwadratowych dziur.
Oderwaną łapkę też przyszyłem, przy okazji przebijając sobie opuszek palca igłą.
Jeszcze tylko tego brakowało, żebym ubrudził Cię krwią.
Nie wygryzłeś mnie z funkcji maskotki.
Może tylko odrobinę.
Ja dalej pozostałem masochistyczna lalką walącą w perkusję.
Podobno w zespołach perkusiści są tylko po to, żeby taszczyć graty i żeby basista miał z kim porozmawiać na koncercie.
A w Mejibray jest trochę inaczej.
Perkusista prawie nigdy się nie odzywa,
Ale za to rozmawia z misiem. Fani wybrali Ci imię, wiesz?
Od teraz jesteś Ruaną-chanem.
Podoba mi się Twoje nowe imię.
Nawet trochę Cię lubię.
Ostatnio Koichi zamówił jakiś średnio zjadliwy wynalazek z pobliskiej pizzerni.
Uparłem się, żebyś siedział mi na kolanach.
Nawet MiA patrzył na mnie wzrokiem rodzica, który zastanawia się, po co jego dziecku ulubiona zabawka przy obiedzie.
Nawet nie wiem jak, ketchup znalazł się na Twojej głowie.
Pewnie z mojej winy. Jak zwykle.
Czym prędzej pobiegłem Cię wyprać.
Po chwili w drzwiach stał zniecierpliwiony Tsuzu.
- Ile można prać misia? - spytał i odsunął mnie od miski z wodą - Wracaj do jedzenia, a potem się tym zajmiesz. - polecił.
Ale nie mogłem Cię zostawić w takim stanie.
- Dobra, już ja to zrobię - mruknął, widząc moją zapewne przestraszoną minę.
Po prostu zanużył Cię całego w wodzie! Do góry nogami! Zamiast na mycie - wyglądało mi to bardziej na topienie! Spojrzałem na niego oburzony i zwróciłem mu na to uwagę.
Po jego wyrazie twarzy mogłem stwierdzić, ze za chwilę powie coś w rodzaju ,,Z kim ja muszę pracować...'', ale jednak tego nie zrobił, tylko mi Cię wręczył bez słowa.
- To miś, zwykły miś, Meto, nie wariuj... - przewrócił oczami
- Ale ja go lubię! Sam mi kazałeś - prychnąłem niczym wściekły kot.
- Bo nosiłeś go miną, jakbyś niósł co najmniej...- urwał szukając odpowiedniego porównania - krowi placek w kształcie pluszaka! Zdawałeś się nienawidzić tej maskotki, jakby wisiała nad nią klątwa - wyrzucił z siebie. Huh, aż tak dziwnie się zachowywałem?... - A teraz się z nim obchodzisz jak z bynajmniej żywą istotą.
Nie jesteś żywy, ale jesteś Ruaną i to mi wystarczy.
Bo polubiłem Cię jednak bardziej niż ,,trochę''.
Zauważyłem, że jesteś miękki.
Przydałeś się w trasie - byłeś świętną poduszką.
Ale mimo to, bardzo wszystkich przeraziłeś, kiedy podczas wywiadu poszedłeś na spacer.
Sprawiłeś, że zazwyczaj spokojny MiA biegał po autobusie z rękami w powietrzu i piszczał : ,,Nie ma Ruany! Misiek nam zaginął!''
A tym czasem schowałeś się w krzakach i opychałeś się żelkami, które pewnie zwinąłeś Koichiemu. Nieładnie! A menadżer Cię bronił - według niego zbliżający koncert Cię zestresował, a wszyscy latali wte i wewte, więc miałeś prawo na chwilę nam uciec.
Ciekawe co by zrobili, gdyby mnie znaleźli w zaroślach z paczką żelków.
Znając życie, by się zdenerwowali i zrobiliby mi godzinny wykład o szkodliwości spożywania cukierków przed koncertami.
Ale Ty jesteś misiem. A ja maskotką.
Niby nie ma różnicy, ale jednak jest.
Misiom - jak kotom - wszystko zawsze uchodzi płazem, bo są tak bardzo kawaii
Maskotkom - niekoniecznie, bo nie zawsze są urocze.
Dziękuję, że byłeś dobrą alternatywą dla poduszki i się znalazłeś.
Patrząc na poprzednie wpisy, zauważyłem, że potrafię myśleć kursywą, jeżeli bardzo chcę.
Tylko, jak to powiedział pewien mądry pisarz* - ,,Takich ludzi należy bacznie obserwować.
Najlepiej z bezpiecznej odległości''.
Przy tym cytacie najlepiej widać tą moją umiejętność.
Jestem wyjątkowy~!
A, nie. Tylko mi się wydawało.
Niestety, osoby, które nawet mogą nie wiedzieć, że potrafię myśleć w taki sposób, wolą obserwować mnie z bezpiecznej odległości.
Trochę mnie to martwi.
Na szczęście mam Ciebie.
A Ty zawsze ze spokojem mnie wysłuchasz.
I nigdy nie przerwiesz mojej opowieści ani mnie nie wyśmiejesz.
Szkoda, że nie znam takich ludzi.
Teoretycznie mógłbym, gdybym tylko pozaszywał usta osóbkom z mojego otoczenia.
A następnie wypchał pluszem.
Obrzydliwy pomysł, prawda?
Ale wiem, że Ty go na pewno nie skrytykujesz.
Zacząłem dostawać bardzo mądre rady jak się nie zabić od Mii.
Przepraszam, za to kiedy przez przypadek wbiłem w Ciebie nóż.
A MiA ostrzegał: ,,Z nożem się nie biega!''.
No cóż...tak wyszło. Mordercze narzędzie zakończyło swój lot przez pokój na Twoim brzuchu.
Choć w sumie, to dobrze, że na Tobie, a nie na kimś, kto miał nieszczęście znajdować się w pobliżu moich kulinarnych harców.
Koichi również zaczął otrzymywać darmowe porady od gitarzysty.
Nie stosował się do nich, co poskutkowało, że dostał dożywotni zakaz korzystania ze schodów.
Nawet ja wiem, że pokonywanie schodów z prędkością światła (jakby były jakimś osobistym wrogiem) , na dodatek na szpilkach, nie jest zbyt rozsądne. Ale różowowłosy o tym nie wiedział.
Gdyby się wywalił, na tych wyjątkowo krętych schodkach, pewnie stracilibyśmy basistę.
W sumie... ja nie potrzebuje Koichiego.
No dobra, czasami się przydawał - jako tłumacz mojego bełkotu.
Ale...
...Mam Ciebie.
Wyglądasz w sukienkach równie dobrze, co Koichi w sukni ślubnej.
W klatce też się ładnie prezentujesz.
Chyba nawet lepiej ode mnie.
Dokonałem wstrząsającego odkrycia.
Z całego zespołu lubię najbardziej Ciebie.
Pluszowego misia.
Reszta mogłaby nie istnieć.
Masz same zalety
Jesteś miękki, małomówny, uroczy, nieduży, lekki, poręczny, mogę Cię wszędzie ze sobą zabrać, dzięki Tobie nie wyglądam momentami tak strasznie, masz fajne łapki.
I świetny zameczek przy karku, dzięki któremu można Cię ,,otworzyć'' i ukryć w Tobie słodycze.
Albo pałeczki.
Szkoda, że cała perkusja się w nie zmieści.
Wiem, że żadne wyznanie w żaden sposób nie poruszy Twojego bawełnianego serduszka.
Ale mimo to...
Kocham Cię, Ruana.

