W głębi ciemniej uliczki, najmroczniejszej dzielnicy, z której zionęło rozpaczą i gnijącym jedzeniem,
słychać było ciche wzywanie pomocy.
Dwie czarne postacie pochylały się nad nieszczęśnikiem leżącym między kubłami na śmieci.Wykrwawiające się stworzenie czekało na swój koniec.
- Tsuzu, nie rób jej tego - szepnął jeden z Oprawców do swego towarzysza.
Istotka podniosła na Niego nieprzytomny wzrok. Czuła, jak koścista dłoń Śmierci gładzi jej pyszczek, jej cierpienia za moment się skończą.
Czarny kot wykonał gwałtowny ruch łapą, jego pazury rozpruły szyję myszy. Spojrzał na nią z pogardą, po czym przeniósł wzrok na kota obok.
- Dlaczego? - spytał liżąc brudną od mysiej krwi kończynę.
- Nie pomyślałeś, że to nie ma sensu? Nie jesteś głodny, zabiłeś ją dla zabawy, to okrutne...
Koci morderca prychnął i przechylił łepek, słysząc jego słowa.
-Myślenie? Koty nie muszą myśleć. Wystarczy, że wiedzą, czego chcą. Ja chciałem mieć tylko zabawkę, Myślenie jest sprawą ludzi - odpowiedział tonem znawcy.
- To nie zmienia faktu, że jesteś okrutny - burknął
- Eh, Meto, przyznaj, że sam tak robisz. Każdy kot jest bezlitosnym zabójcą, który chce tylko się pobawić kosztem Ofiary. Taka jest już nasza natura - oświadczył.
- Taaa...widzę, że ktoś tu studiował filozofię na Kocim Uniwersytecie - ziewnął i z gracją się przeciągnął.
Zaczęło świtać, słońce oświetliło sylwetkę kota, ukazując światłu dziennemu jego niebiesko-fioletowe futerko, w paru miejscach białe. Na jego udzie widniało nieudolnie wygolone serduszko, jak symbole na Kucykach.
- Stary, co ci się stało? - kocur spojrzał zaskoczony na jego futro, pamiętał, że w ostatnim tygodniu było białe.
- To nie tak jak myślisz.. - zaczął.
- Dzieciaki w okolicy grały w paintball'a? Byłeś żywą tarczą? - Tsuzuku spojrzał na niego ze współczuciem.
- Nie! - poruszył zdenerwowany ogonem - Wiesz...moja pani,,znaczy: Ręka-Która-Karmi-A-Czasami-Uderzy - szybko się poprawił - bawi się w fryzjera, a wiesz...jej tata jest malarzem, ma dużo farb, czasami mawia, że ma pędzle z kocim włosiem...bo Satako, czyli Ręka, sobie bierze te farby i mnie maluje - wymiałczał niechętnie, ale w końcu musiał ratować swoją Kocią Dumę i udowodnić przyjacielowi, że nie był celem ataków dziecięcych gangów.
- Straszne...Dlaczego od niej nie uciekłeś?
Zamyślił się. Meto był doświadczonym i poturbowanym przez Los kotem, wielokrotnie bliżej poznawał koła różnych pojazdów i podeszwy Złych Ludzi, znał wszystkie bezdomne koty w mieście, większość czasu spędzał na ulicy, ale kiedy zgłodniał zawsze wracał do domu. W końcu mięsne kąski w galaretce były lepsze od śmieci jakie walały się po mieście.
Dla owego pokarmu, był gotów znieść wszelkie pomysły swej dziewięcioletniej pani.
- Bo ta Ręka karmi, nazwa wskazuje. Modlę się, żeby Satako nie postanowiła bawić się w kosmetyczkę i robinie piercingu- odpowiedział.
- Aha..a właśnie! A'propos modlitw, widzę, że wysłuchano moich! -Tzk wskazał nosem na wielkie glany, leżące parę metrów dalej. Dostojnym krokiem ruszył w kierunku obuwia, Meto za nim, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi. Po chwili zrozumiał. Odór unoszący się nad butem, brutalnie wdarł się do jego nozdrzy, powodując, że kolorowemu kotu zakręciło się głowie. Zakołysał się niebezpiecznie. Z przerażeniem zauważył, że jego czarny jak smoła kolega (proszę nie brać tego za coś rasistowskiego) do niego włazi i tyle go widzieli. Ale nie, jednak, po chwili z głośnym, piskliwym odgłosem, który usłyszało całe osiedle, Tsuzuku wyskoczył z buta.
- Szkło! - wypiszczał
- Co? - Meto usiadł z wrażenia.
- Szkło, głuchy jesteś?! - tym razem wyskrzeczał równie głośno.
- Aha i co z nim?
- Zaatakowało mnie! W BIAŁY dzień! Mnie, CZARNEGO kota!
- To rasizm, prawda? - spojrzał na niego poważnym wzrokiem.
- Dokładnie - przytaknął, a właściwie warknął Tzk.
- Ej, masz coś z głosem, nie wydaje ci się?
- Ja mam coś z głosem? Niby co? - zapytał charcząc, jego źrenice zwężyły się podejrzliwie.
- No...taki...inny. - ,,Czyżby mutacja?''- już chciał o to spytać, ale w porę ugryzł się w jezyk. - No, wiesz, taki do growlingu, skrzeczenia i w ogóle, wiesz?
,,I w ogóle'' - wyraża więcej niż tysiąc słów...
Tsuzuku doznał olśnienia.
-Mam pomysł. Epicki pomysł. Serio. Meto, założymy zespół, grający Kocią Muzykę - poinformował przyjaciela.
Tak, naprawdę myślał, że termin ,,kocia muzyka'' oznacza jakiś gatunek.
Gatunek, do którego jego głos będzie idealnie pasował.
I będą kreatywni, tak kreatywni, że przez swoją oryginalność, będą wyglądać jak każdy zespół visual kei, czyli identycznie. Ale pierwszy KOCI zespół.
Teraz pozostało im jedynie wyszukać najdziwniejsze koty w okolicy.
Biorąc pod uwagę, że Ofiara Przemocy Fryzjerskiej wszystkich zna, nie będzie to trudne zadanie.
~~~
Aga pierwsza ^^
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł ^^ koty są urocze *^*
~Aga ♥