piątek, 26 lutego 2016

Reporter Juuzou na Tropie [rozdział 2.]

Hm. Tak, to cała ja i moje ''dwa tygodnie''. :')
Swoją drogą, poprawiałam i zmieniałam wersję tego z 3 razy, więc... mindblow bardzo możliwy, tym bardziej, że ja doskonale wiem, co mam na myśli, nie wiem jak inni, a moja ''kontrola merytoryczna'' wyjechała, więc nie mam komu tego dać do sprawdzenia - więc jeśli czegoś nie rozumiesz - napisz w komentarzu (ohoho, ale żebrzę), to postaram się poprawić tekst. ;'D


Rozdział 2 - Zemsta jest blondynką 



– A co wiesz o autorze tego... ,,horroru psychologicznego''? – zagadnąłem ostrożnie Hizakiego, dziko atakującego palcem szybkę telefonu.
       Od rana biegał po domu, co chwila wciskając mi w ręce zeszycik z długopisem w zestawie i każąc robić notatki.
Bezskutecznie usiłowałem mu wytłumaczyć, że to nie ma najmniejszego sensu.
Ale nie – on wie lepiej. ,, Jesteś reporterem! Wiesz o wszystkim!'' – takimi tekstami rzucał, kiedy oddawałem mu pusty notatnik. Uparcie powtarzał, że znajdzie gostka, który napisał ten tragiczny fanfik, zamknie go w piwnicy, a co dalej będzie się działo z tym nieszczęśnikiem?
    Wolę nawet nie zgadywać.
– Prawie nic... – odparł, odkładając telefon na kuchenny blat.
Prawie?... Więc coś wie. Mógł mówić wcześniej...
– Mów co, zazwyczaj coś o sobie piszą, co napisał tamten?
          W tym momencie Hizaki zmarszczył brwi i zaczął lekko zezować – najwyraźniej myślał.
A co to oznacza? Że na wszystkich zdjęciach, na których wyglądał jakby próbował skupić wzrok na czubku swojego nosa, a czasami na prawym i lewym uchu jednocześnie, chciał zrobić inteligentną minę!
           Przynajmniej taka jest moja teoria...
– Pisał, że kiedy omawiał fabułę z kimś w pewnej restauracji fast-food, mimo że siedzieli na uboczu, jakaś starsza pani nazwała ich bandą psycholi i wyszła oburzona... – wyrecytował i wzruszył ramionami, uznając, że ta informacja wiele nam nie powie.
             I tu widać zasadniczą różnicę między kamerzystą a takim dziennikarzem jak ja.
             Do tej pory nie dowiedzieliśmy niczego ważnego. Wiedzieliśmy jedynie jakiej płci był autor i że jest gdzieś w centralnej części Europy. Ten przed chwilą wspomniany strzępek informacji, który najbardziej poszkodowana osoba tym fanfikiem by pominęła był jak brakujący puzzel na obrazku. Można powiedzieć, że wzmianka o fast-foodzie i starszej pani przyczyniła się do ostatecznego uzupełnienia wstrząsającego łańcucha faktów.
             Chwyciłem notatnik i zapisałem parę na pierwszy rzut oka przypadkowych, niepowiązanych ze sobą słów.
,,Europa – Fast-food – Mcdonald's – Starsza pani – Mori Kei – Oburzenie''
I jeszcze coś, co łączyło to wszystko (choć nie wyglądało), między ,,Starszą panią'' a ,,Mori Kei''
,,power metal''
    – 
Myśl – poleciłem, podsuwając współlokatorowi notatnik pod nos. Przewrócił oczami i wodzić wzrokiem po literkach. Po kilku minutach spędzonych w ciszy, stwierdziłem, że umiejętność dedukcji u Hizakiego jest na poziomie zerowym albo ten ma bardzo kiepską pamięć. –  Sto lat 
temu byłeś na koncercie Dragonforce, nie? A potem polazłeś do maka, bo w zestawie dziecięcym był jakiś gadżet z Hello Kitty, pamiętasz?  – spróbowałem jakoś mu podpowiedzieć. 
          Przypominał mi zezowatą, zdziwioną sowę.
     – Sugerujesz, że... wtedy, jak... – urwał i potrząsnął głową, jak mokra sowa może potrząsnąć skrzydłami, by pozbyć się wody z piór – …jak byłem na koncercie Dragonforce? pisnął niepewnie i jeszcze raz spojrzał na wszystkie słowa na karteczce.
    – Po pierwsze... – zaczął Hime rzeczowym tonem, biorąc głęboki oddech. – Podobał mi się wtedy mori kei, to się tak ubrałem, a poza tym jestem już tak bardzo FABULOUS, że potrzebowałem odpowiedniej charakteryzacji! wyrzucił z siebie z prędkością karabinu, po czym spojrzał w sufit.
    – I jeszcze uznałeś, że moherowy beret to element obowiązkowy w stroju  fangirl'a 70+?  – uśmiechnąłem się drwiąco, nie przypominając sobie, żeby rzeczone nakrycie głowy, miało cokolwiek wspólnego z tym leśnym stylem...
      Choć mogło ładnie uzupełniać ten strój postarzając osobę, która go ubrała o dobre 40 lat....
      Co natychmiast mu powiedziałem - kazał mi spadać.
     – Ale czekaj... Myślisz, że w tym McDonaldzie był... No wiesz, ten, co napisał ten fanfik? szarpidrut zaczął rozglądać się nerwowo po kuchni, najwyraźniej samym wzrokiem spróbował zmieść kurz w lodówki, po czym utkwił spojrzenie w zepsutym zegarze.
    Możliwe, że sądził, iż mija najdłuższa minuta w jego życiu, bo wskazówka nie raczyła przerwać niepozornie brzmiącym tyknięciem tych 60 sekund ciszy.
      – Pewnie tak.
               Uśmiechnął się niczym Kot z Cheshire. Równocześnie zdawało się, że z wyjątkowym spokojem przyjął tę informację.
''Zdawało'' - to dobre słowo.
   
–  Widzisz!     zaczął śmiać się szatańsko.   – To dzięki mojemu niesamowitemu talentowi do języków! Mogę podsłuchiwać ludzi w innych krajach!
                                                                         *
    – Versalkowe groupies się przydadzą. – Obwieścił Hizaki i podniósł ze stolika smartphone. Poprawił grzywkę, przyjrzał się czarnym paznokciom wolnej dłoni i...
    ...zrobił sobie selfie z dzióbkiem.
    I zezem w zestawie. Ale to tak oczywiste, jak ,,ramen'' na końcu pozdrowienia od wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti.
    Spojrzałem na niego ze smutnym ,,Dlaczego?'' wypisanym na twarzy.
       – Wrzucam na twittera. Fanki oszaleją. – Wyjaśnił niezbyt obszernie i znowu zaatakował palcem panel dotykowy.
      – A nie lepiej, żebyś założył sobie instagrama? – spytałem cicho.
      – A chciałbyś podziwiać zdjęcia mojego śniadania?
     – Tego pytania nie było.
     – A hasztagi były...
       Chwilę później, płaskie urządzenie – które kiedyś nie było takie płaskie oraz służyło ludziom tylko do dzwonienia – zaczęło wibrować na blacie i wydobył się z niego podejrzanie dir en grey-owy (chyba mogę wymyślać nowe przymiotniki, prawda?) dźwięk w stylu ,,Raaałłłrrrww~!''.
          Hizaki rzucił się po swój mroczny jak Królik Ciemności telefon w futrzanej obudowie.

     – Wszystko idzie zgodnie z planem. – powiedział złowieszczym tonem i równie złowróżbnie zmrużył powieki, gdy rzucił okiem na ekran. – Są już ochotniczki~! pisnął głosikiem, który całkowicie zepsuł mi wizję Hizakiego jako geniusza zła albo innej postaci mającej skłonność do takich tonów głosu i spojrzeń.
       – A... Na co one są chętne? – zapytałem ostrożnie z wyjątkowo tępym wyrazem twarzy.
       – Jak ,,na co''?! – wrzasnął, aż się wzdrygnąłem. Otaksował mnie kilkukrotnie. – Ach tak. Nie mówiłem na czym dokładnie polega mój plan? – Blondyn cofnął się o krok, niewątpliwie zaskoczony własną głupotą.
       – Nie, nie mówiłeś – burknąłem nieco zirytowany.
      – Ojej... – westchnął i zaczął opowiadać. – Wśród tych wszystkich osób, które piszczą widząc moje zdjęcia, na pewno znajdą się jakieś, które... no wiesz... Mają wykształcenie informacyjne i matematyczne... No, ci od komputerów...
      – Informatyczne?
       – O, tego słowa szukałem! - przyklasnął - I oni tam są. Jedna zgodziła się namierzyć gostka po adresie IP...
       – Że co?...
 Tym razem to ja byłem wstrząśnięty. Czyli jednak – fangirlizm to stan umysłu.  One są zdolne do wszystkiego... A raczej Hizaki jest poważny, co mi się średnio podobało. Wizja bycia oskarżonym o... współudział w porwaniu, czy co on tam planował, nieszczególnie mi się uśmiechała.
      – Słuchaj uważnie kiedy do ciebie mówię, bo nie będę powtarzał! warknął, patrząc na mnie gniewnie. – Następnie dostarczą mi go pod drzwi. Nie wiem, czy może nie przyda im się pomoc Pentagonu... Tak, z Pentagonem też się skontaktuję. – mruknął.
          Cudownie...
           Zacząłem tracić grunt pod nogami...
           Na krótko, ale jednak.

1 komentarz:

  1. Saggie! *z buta wjeżdża, jej powieka z nieudolnie przyklejonymi rzęsami drży przez złość* To ja tu tyle czasu na bloga nie wchodzę bo myślę, że nie ma nic nowego a tu trzy nowe opowiadania! Trzy! *wyrzuca ręce w powietrze i tupie nogą* No wiesz co... Dobra nieważne, wybaczam, bo z gender blender płaczę od godziny. XDD Zresztą częściowo moja wina bo tyle czasu mnie tam nie było ale nadal: No wiesz co... Jak mogłaś tak cicho siedzieć. :C

    OdpowiedzUsuń