piątek, 12 czerwca 2015

Pora na Nocturnal Bloodlust I




A zaczęło się tak niewinnie. Cały zespół siedział  na podłodze w przeuroczym pięciokącie, który miał być na początku kołem, ale pięć osób się zbuntowało, więc nie wyszło. Za to Masa wykazał się inicjatywą i zrobił curry. Oznajmił, że to Popisowe Curry i uśmiechnął się dość szczególny sposób, można by rzec, że wręcz podejrzany.
Ale oczywiście, prawie nikt niczego nie podejrzewał.
Bo jak można podejrzewać tak ślicznie wyglądającą osobę jak Masa o niecne plany?
No właśnie. Odpowiedź nasuwa się sama.
Niedoszły tybetański mnich i morderca - Hiro.
Wokalista mierzył danie nieufnym spojrzeniem, spod swych starannie wyregulowanych czarnych brwi.
Okalający  wszystkich szmer przerwała  zaintonowana przez Księcia Mroku  złowieszczo brzmiąca mantra (jakaś tybetańska modlitwa, podczas której ludek wydaje dźwięk w stylu ,,ooommmm...~'' xD od. aut.)
- No co? - spojrzał na resztę z niezrozumieniem w oczach - Modlę się, żebyśmy przeżyli ten posiłek.
Masa zachichotał nerwowo.
Hiro wzruszył ramionami i zaczął jeść swoją porcję.
Gdyby tylko wiedział jak to może się skończyć...
Cazqui, Natsu i Daichi  również nie mieli o tym pojęcia.
Tylko Masa z miną geniusza zła, który właśnie ogląda koniec świata,  w skupieniu obserwował ich poczynania.
Jego cel został osiągnięty - towarzysze niknęli w oczach.
Wybuchnął szaleńczym śmiechem, widząc ich przerażone miny.
 *
Dwóch wioślarzy i perkusista zaliczyli niezbyt przyjemne lądowanie na ogromnym kapeluszu grzyba. Grzyba Nienaturalnych Rozmiarów. Z rosnącym niepokojem zastanawiali się, co się stało z ich ubraniami, bez obaw, nadal mieli je na sobie, lecz ,,lekko'' odmienione.
Cazqui podrapał się po podbródku.
Poczuł pod palcami gęste, długie włosy, jakby tego było mało - białe.  Stwierdził, że ochotę porwać jakąś księżniczkę. Spojrzał wstrząśnięty na Daichiego, który miał na sobie niebieski T-shirt, granatowe krótkie spodenki, zrolowane skarpetki, czarne buty i zielony plecak, a na głowie ,,czadową" białą czapkę z uszkami.
Natsu rozejrzał się dookoła i poprawił złotą koronę, zsuwającą mu się na czoło. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Kwiaty równie przerośnięte co Grzyby się uśmiechają.
Wtedy zauważyli, że przez łąkę z uśmiechem na twarzy w ich kierunku, w radosnych podskokach biegnie Masa. Coś do nich krzyczał, ale z powodu dzielącej ich odległości nie bardzo wiedzieli co. Był ubrany z żółty kostium z kapturem, a jego nogi zdawały się wydłużać podczas chodu.  Jego strój mógł kojarzyć się z instant-cosplayem Jake'a z ,,Adventure Time'' i słusznie.
-Taaak! Mój podstępny plan wypalił! - zaniósł się szatańskim śmiechem.
Spojrzeli na niego jak na wariata, którym zresztą był.
- Z dodatkiem czego zrobiłeś to curry? Grzybków halucynków? - perkusista rzucił mu mordercze spojrzenie.
- To było Curry, które przenosi w Czasie i Przestrzeni - odparł Masa z dumą - Pracowałem nad nim dokładnie 666 godzin - dodał.
Natsu przybił piątkę ze swoim czołem, brzdąkając dzwoneczkami, które miał przymocowane do bransoletki. Spojrzał zdegustowany na swój nadgarstek.
- I wyjaśnij nam, co to ma wszystko znaczyć, ty Szalony Naukowcu - wskazał na Finnowy strój Daichiego,  Cazqui'a bez makijażu, wyglądającego jak Lodowy Król i siebie, w sukience, która zdawała się być zdarta z Królewny Balonowej.
- Witam w Krainie, W Której Wszystko Jest Możliwe - basista się ukłonił.
-Długa nazwa - skomentował Daichi-Finn.
- Inne domeny były już zajęte - mruknął Masa, wywracając oczami.
- Aha - podsumował Cazqui - A właśnie...nie macie wrażenia, że coś jest nie tak?
- Jest jakoś zbyt cicho...- zaczął Natsu.
Cała trójka, nie licząc Masy, który miał już wszystko dokładnie zaplanowane, drgnęła, gdy uświadomiła sobie przerażające fakty.
- Brakuje Hiro! - wykrzyknął Daichi, upodabniając się swoją pozą i miną do postaci z obrazu ,,Krzyk'' Edvarda Muncha.
Byli zgubieni. Bez wokalisty, który swym rykiem mógł odgonić od siebie lwa w dżungli, zbyt długo tu nie przeżyją.  Chyba, że go odnajdą, ale na razie byli zdani tylko na siebie i na łaskę Masy.
Tak, poszukiwania trzeba zacząć od gruntownego przepytania basisty.

~~~
Tak oto z dumą prezentuję Ci pierwszy rozdział chorych przygód Nocturnal Bloodlust w Kranie, W Której Wszystko Jest Możliwe. Wiem, że strasznie krótkie, ale kolejna notka będzie już dłuższa. ^^
Jako, że zanim cokolwiek napiszę i opublikuję, daję to do ,,kontroli merytorycznej'', czyli najpierw ocenia to mój tata. 
Przeczytał wstęp. Uśmiechnął się, ściągnął groźnie brwi i mówi:
,,Ja Ci dam przeurocze pięciokąty!'' 
Hehe, że też nie pomyślałam jak to może zabrzmieć.
Ale to zgodne z prawdą mojej wizji, gdyż zamiast koła, utworzyli skomplikowaną figurę ge(j)ometryczną.
A najśmieszniejsze jest to, że tata (którego zawsze uważałam za ultra-normalnego xd) wyłapuje podteksty w moich bajkach, no nieźle...XD






























sobota, 6 czerwca 2015

Post o postach.

Hejoooo~!
Yaay, postanowiłam, że posty ,,bajkowo-seriowo-one-shotowe-i-shitowe'' będą pojawiać się najwcześniej w piątki, najpóźniej w niedzielę. Czyli zazwyczaj w soboty.
#Fuck Logic I'm Saggie.
Bo tydzień, to dla mnie wystarczająco dużo czasu, żeby sprowadzić Maddie z wakacji i zamknąć w piwnicy~. Maddie to imię mojej Weny, hehe. No i oczywiście poskładać miliard pomysłów jakąś w miarę normalną i zrozumiałą historię.
A w między czasie mogą pojawiać się jakieś niezbyt ciekawe posty, takie jak ten lub takie w których autorka pochwali się okładką do opowiadania, bądź zacznie narzekać na życie.
Albo napisze coś o sobie, kiedy już tylko skompletuje zestaw pytań i na nie odpowie.
A tu masz mojego aska: http://ask.fm/SantangeloShinigami
Proszę, pytaj o co chcesz, nie gryzę. ;3
I pierwszy rozdział o Nocturnal Bloodlust i ich dzikich przygodach jest już pisany.
Edit:
Już został napisany, a publikacja w piątek. ;3


Ah, Meto taki śliczny ;w;











piątek, 5 czerwca 2015

Kolejne Wcielenie I

W głębi ciemniej uliczki, najmroczniejszej dzielnicy, z której zionęło rozpaczą i gnijącym jedzeniem,
słychać było ciche wzywanie pomocy.
Dwie czarne postacie pochylały się nad  nieszczęśnikiem leżącym między kubłami na śmieci.
Wykrwawiające się stworzenie czekało na swój koniec.
- Tsuzu, nie rób jej tego - szepnął jeden z Oprawców do swego towarzysza.
Istotka podniosła na Niego nieprzytomny wzrok. Czuła, jak koścista dłoń Śmierci  gładzi jej pyszczek, jej cierpienia za moment się skończą.
Czarny kot wykonał gwałtowny ruch łapą, jego pazury rozpruły szyję myszy. Spojrzał na nią z pogardą, po czym przeniósł wzrok na kota obok.
- Dlaczego? - spytał liżąc brudną od mysiej krwi kończynę.
- Nie pomyślałeś, że to nie ma sensu? Nie jesteś głodny, zabiłeś ją dla zabawy, to okrutne...
Koci morderca prychnął i przechylił łepek, słysząc jego słowa.
-Myślenie? Koty nie muszą myśleć. Wystarczy, że wiedzą, czego chcą.  Ja chciałem mieć tylko zabawkę, Myślenie jest sprawą ludzi - odpowiedział tonem znawcy.
- To nie zmienia faktu, że jesteś okrutny - burknął
- Eh, Meto, przyznaj, że sam tak robisz. Każdy kot jest bezlitosnym zabójcą, który chce tylko się pobawić kosztem Ofiary. Taka jest już nasza natura - oświadczył.
- Taaa...widzę, że ktoś tu studiował filozofię na Kocim Uniwersytecie - ziewnął i  z gracją się przeciągnął.
Zaczęło świtać, słońce oświetliło sylwetkę kota, ukazując światłu dziennemu jego niebiesko-fioletowe futerko, w paru miejscach białe. Na jego udzie widniało  nieudolnie wygolone serduszko, jak symbole na Kucykach.
- Stary, co ci się stało? - kocur spojrzał zaskoczony na jego futro, pamiętał, że w ostatnim tygodniu było białe.
- To nie tak jak myślisz.. - zaczął.
- Dzieciaki w okolicy  grały w paintball'a? Byłeś żywą tarczą? - Tsuzuku spojrzał na niego ze współczuciem.
- Nie! - poruszył zdenerwowany ogonem - Wiesz...moja pani,,znaczy: Ręka-Która-Karmi-A-Czasami-Uderzy - szybko się poprawił -  bawi się w fryzjera, a wiesz...jej tata jest malarzem, ma dużo farb, czasami mawia, że ma pędzle z kocim włosiem...bo Satako, czyli Ręka, sobie bierze te farby i mnie maluje - wymiałczał niechętnie, ale w końcu musiał ratować swoją Kocią Dumę i udowodnić przyjacielowi, że nie był celem ataków dziecięcych gangów.
- Straszne...Dlaczego od niej nie uciekłeś?
Zamyślił się. Meto był doświadczonym i poturbowanym przez Los kotem, wielokrotnie bliżej poznawał koła różnych pojazdów i podeszwy Złych Ludzi, znał wszystkie bezdomne koty w mieście, większość czasu spędzał na ulicy, ale kiedy zgłodniał zawsze wracał do domu. W końcu mięsne kąski w galaretce były lepsze od śmieci jakie walały się po mieście.
Dla owego pokarmu, był gotów znieść wszelkie pomysły swej dziewięcioletniej pani.
- Bo ta Ręka karmi, nazwa wskazuje. Modlę się, żeby Satako nie postanowiła bawić się w kosmetyczkę i robinie piercingu- odpowiedział.
-  Aha..a właśnie! A'propos modlitw, widzę, że  wysłuchano moich! -Tzk wskazał nosem na wielkie glany, leżące parę metrów dalej. Dostojnym krokiem ruszył w kierunku obuwia, Meto za nim, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi. Po chwili zrozumiał. Odór unoszący się nad butem, brutalnie wdarł się do jego nozdrzy, powodując, że kolorowemu kotu zakręciło się głowie. Zakołysał się niebezpiecznie.  Z przerażeniem zauważył, że jego czarny jak smoła kolega (proszę nie brać tego za coś rasistowskiego) do niego włazi i tyle go widzieli. Ale nie, jednak, po chwili z głośnym, piskliwym odgłosem, który usłyszało całe osiedle, Tsuzuku wyskoczył z buta.
- Szkło! - wypiszczał
- Co? - Meto usiadł z wrażenia.
- Szkło, głuchy jesteś?! - tym razem wyskrzeczał równie głośno.
- Aha i co z nim?
- Zaatakowało mnie! W BIAŁY dzień! Mnie,  CZARNEGO kota!
- To rasizm, prawda? - spojrzał na niego poważnym wzrokiem.
- Dokładnie - przytaknął, a właściwie warknął Tzk.
- Ej, masz coś z głosem, nie wydaje ci się?
- Ja mam coś z głosem? Niby co? -  zapytał charcząc, jego źrenice zwężyły się podejrzliwie.
- No...taki...inny. - ,,Czyżby mutacja?''- już chciał o to spytać, ale w porę ugryzł się w jezyk. - No, wiesz, taki  do growlingu, skrzeczenia i w ogóle, wiesz?
,,I w ogóle'' - wyraża więcej niż tysiąc słów...
Tsuzuku doznał olśnienia.
-Mam pomysł. Epicki pomysł. Serio. Meto, założymy zespół, grający Kocią Muzykę - poinformował przyjaciela.
Tak, naprawdę myślał, że termin ,,kocia muzyka'' oznacza jakiś gatunek.
Gatunek, do którego jego głos będzie idealnie pasował.
I będą kreatywni, tak kreatywni, że przez swoją oryginalność, będą wyglądać jak każdy zespół visual kei, czyli identycznie.  Ale pierwszy KOCI zespół.
Teraz pozostało im jedynie wyszukać najdziwniejsze koty w okolicy.
Biorąc pod uwagę, że Ofiara Przemocy Fryzjerskiej wszystkich zna, nie będzie to trudne zadanie.

~~~









czwartek, 4 czerwca 2015

Reporter Juuzou, czyli j-rock historia prawdziwa


Zapowiadał się piękny dzień!
Słońce było już wysoko na niebie, kiedy wpadł mi do głowy plan na dziś.
I tak ja, Wasz nieustraszony reporter – Juuzou i mój równie nieustraszony kamerzysta – Hizaki,
wyruszyłem na zatłoczone ulice, by nagrać reportaż, który wstrząśnie krajem!

Przyszedł czas na poszukiwanie ,,ofiar”!
Wybraliśmy się do XX dzielnicy i wielkim tłumie natychmiast zauważyliśmy dwie, bardzo wyróżniające się postacie.
Pierwsza – dość ekscentrycznie ubrany chłopak, w czarnym cylindrze, o długich, kręconych rudych włosach i małych przeciwsłonecznych okularach, wyglądających jakby były przyklejone do czubka
jego nosa.
Czy kojarzycie już, kim był ów mężczyzna?
Nie, to nie Szalony Kapelusznik, ani amerykański gitarzysta Slash, lecz Satoshi
z zespołu ,,Lycaon”!
Mimo to, bardzo możliwe, że stylem ubierania, wzorował się na tych osobach.
Lecz co z drugą postacią wyłowioną przez nas z tłumu?
Po dłuższej obserwacji, wraz z Hizakim stwierdziłem, że również chłopak.
A jak się prezentował?
Miał długie, proste różowe włosy i w przeciwieństwie do swego towarzysza – Satoshiego, z którym prowadził właśnie ożywioną rozmowę, jego oczy zasłaniały duże okulary przeciwsłoneczne.
Nietrudno się domyślić, że był to wokalista ,,Lycaon'u”- Yuuki.
Teraz nadszedł czas na rozpoczęcie obserwacji, by w decydującym momencie wkroczyć do akcji!
A co jeszcze w programie? Spotkamy się z wokalistą deathmetalowego zespołu ,,Nocturnal Bloodlust” oraz odpowiemy na pytanie dręczące od tysiącleci filozofów i fanki.
Czy Reita z ,,The GazettE” ma nos?
Jakie sekrety skrywa jego opaska, którą ma owiniętą ów część twarzy?
Czy może jest po prostu zły i niczym wielu czarnych charakterów, takich jak Voldemort i Davy Jones, nie zasłużył na taki zaszczyt jak posiadanie nosa?
To już wkrótce, a my kontynuujemy śledzenie ,,celów”.
Lecz, o zgrozo! Yuuki zaczął się przemieszczać w dość szybkim tempie i co gorsze, w naszym kierunku!
Czyżby jego uwagę przyciągnęła nasza ogromna, różowa, niezwykle profesjonalna kamera, z logiem ,,Hello Kitty”?
Czy może strój kamerzysty, która raczej nie wiedział, czym jest kamuflaż i ubrał coś w rodzaju połączenia tradycyjnego kimona z wiktoriańską sukienką?
Wolę już w to nie wnikać.
,,Cel” próbował nawiązać kontakt wzrokowy z Hizakim.
Fan kimon, trzymający kamerę, natychmiast się za mną schował, piszcząc, że nasz cały, perfidny, dziennikarski plan poszedł na marne i że chce się schować w krzakach.
Niestety, na próżno szukać zarośli w tej stolicy betonu.
––Hizaki, udajemy, że nas tu nie ma.–– szepnąłem kamerzyście.
––Czyli po prostu uciekamy?––spytał.
––Dokładnie!––klasnąłem w dłonie, ciesząc się, że zaczął rozumieć.
To w końcu lepszy pomysł niż próby ukrycia się w wyimaginowanych przez niego krzakach.
Plan od razu wcieliliśmy w życie. Odkrywanie sekretów ,,Lycaon'u” odłożyliśmy na potem.
Teraz pozostało nam przeprowadzić wywiad z Hiro.
Był tylko jeden, mały, mierzący dokładnie 160 cm wzrostu problem – Hizaki.
Kamerzystę przerażała już sama nazwa zespołu, a co dopiero wokalista.
I dlatego ja, nieustraszony Juuzou, zdementuję wszystkie plotki z nim związane.
*

Szliśmy w kierunku domu Hiro.
Ku przerażaniu kamerzysty, ,,Książę Mordoru” (jak go nazywał), postanowił ugościć nas u siebie.
Hizaki był przekonany, że trafimy do jakiegoś mrocznego, gotyckiego zamku za miastem i prawdopodobnie, już nigdy z niego nie wrócimy.
Tymczasem staliśmy pod całkowicie zwyczajnie wyglądającym blokiem.
Pozostało wstukać numer, który podano mi wcześniej.
––Założę się, że mieszka pod numerem 4 albo 13––mruknął Hizaki. Był ubrany już inaczej niż poprzednio, gdyż uznał, że mu się odpowiednio przygotować do wywiadu.
Miał na sobie kolejny wynalazek pewnie wyciągnięty z szafy jego starszej siostry, przypominający habit.
Muszę mu kiedyś powiedzieć, żeby przestał pozyskiwać stamtąd ubrania...
Poza tym, nie zdziwiłbym się, gdyby w torbie z kamerą miał również wodę święconą i różaniec.
Po wpisaniu numeru mieszkania, w którym Hizaki nie mógł doszukać się żadnej mrocznej symboliki, zafundowaliśmy sobie codzienną porcję wysiłku fizycznego w postaci morderczej wspinaczki na trzecie piętro.
Zajęło nam to trochę więcej czasu niż przypuszczałem, bo kamerzysta bardzo powoli pokonywał kolejne schodki i poruszał się z wdziękiem żyrafy na wrotkach.
Hiro nam otworzył, zaprosił gestem do środka i uśmiechnął się chyba najsympatyczniej, jak potrafił, ale trochę nieudolnie, gdyż Hizaki się wzdrygnął.
A zatem, przeszliśmy do wywiadu.
––Hiro, dziś obalimy wszelkie mity z tobą i zespołem.
Pierwsze pytanie. Dlaczego ,,Nocturnal Bloodlust” jest znany także jako ,,Nokubura”?
––Wiele osób nie potrafi poprawnie wymówić tej nazwy, dlatego ją trochę uprościłem––wyjaśnił.
Heh, zadałem głupie pytanie, w końcu połowa angielskich słów, zwłaszcza tych z ,,l” i ,,r” to koszmar dla mieszańców Japonii, a zespół właśnie z niej pochodził.
Wyobraźcie sobie ich miny, kiedy mają powiedzieć ,,rollercoaster''.
––Kolejne pytanie. Posiadasz jakieś małe, urocze zwierzątko?
––Dwa rude, ospałe i opasłe koty.
––Koty?––zdziwiłem się, kto by pomyślał, że Książę Mordoru ma koty?
––Czy te koty to twoje śniadanie?––wtrącił Hizaki lekko ściszając głos.
––Kot na śniadanie? Może wyglądam strasznie, ale w życiu nie zjadłbym kota.––Hiro spojrzał na Hizakiego z wyrzutem
––A czy to prawda, że jesteś królem ,,sweet foci”?––zapytałem z uśmiechem.
––Nie, nie, nie...Ten milion zdjęć w krążących po internecie nie zostało zrobionych z mojej woli!
––Więc z czyjej?
––Menadżera. Stwierdził, że trzeba ,,ocieplić” trochę wizerunek zespołu i kazał mi zrobić te zdjęcia...––machnął ręką.
––Sesja ze stu metrowym papierem toaletowym też była pomysłem menadżera?––dopytywałem dalej się uśmiechając.
––Ah, ta to akurat był mój pomysł––Hiro zachichotał––A właściwie mój i Satoshiego...
––Satoshiego? Z ,,Lycaon'u”?––wiedziałem, że jest mnóstwo osób o imieniu ,,Satoshi”, ale coś zdawało mi się go łączyć z wokalistą ,,Nokubury”. Może to przez kilka łączonych koncertów? Nie wiem, ale na pewno zaraz to wyciągnę z Hiro.
––Tak, tak, z ,,Lycaon'u”––pokiwał głową––Gitarzysta. Jest też moim przyjacielem i często robimy jakieś głupie rzeczy, i wrzucamy to potem do internetu.––dodał z rozbawieniem.
W tym momencie do pokoju, z typowym dla tych zwierząt, wdziękiem i wyższością, wmaszerowały dwa rude, zgodnie z opisem właściciela- opasłe i ospałe koty.
Jeden usadowił się na kolanach Hiro, a drugi usiłował dostać się na czubek głowy właściciela siejąc spustoszenie w jego dobrze rozczesanych, długich czarnych włosach.
––Hizaki, powiedz, że to nagrywasz...––powoli odwróciłem się w stronę blondyna.
––Hęę?––spojrzał na mnie zaskoczony––Nic nie mówiłeś, że mam to nagrywać!––przewrócił oczami.

Jest kamerzystą, więc chyba powinien wiedzieć, co jest jego zadaniem...
Istotnie, kamera dalej spoczywała na dnie różowej torby, o zgrozo, również przyozdobionej motywami ,,Hello Kitty”.
––Jak nazywają się twoje koty?––zwróciłem się do Hiro.
––Oto Nyass––powiedział wskazując na kota mruczącego na kolanach––A to––niezbyt delikatnie zrzucił z siebie zwierzątko próbujące zdobyć szczyt jego głowy––Nyappy––dokończył, a kot poleciał z gracją martwej kałamarnicy, choć nie ulegało wątpliwości, że nadal żył, choć wcale nie zwracał uwagi na otoczenie.
I tak pojawiła się kolejna sceną, mogąca wspaniale wzbogacić reportaż, gdyby tylko ktoś ją nagrał. Mówiąc ,,ktoś”, mam oczywiście na myśli Hizakiego, który dalej grzebał w torbie.
Sądząc po czasie, zapale i najróżniejszych rzeczach, wysypywanych przez chłopaka,
kamera pewnie została w jakimś miejscu.
Jakie to do niego podobne.
Pewnie kiedy przejdziemy do historii, jego imię stanie się synonimem ,,niezdary”.
Albo antonimem ,,człowieka sukcesu”.
Kiedyś wygarnę mu ten fakt widłami.
Nie wiem, dlaczego zrobię to owym narzędziem.
Po prostu.
Bo tak.
Rozmyślania na bezużytecznością kamerzysty musiałem zostawić na potem i wrócić do wywiadu.
Nie żeby mnie to smuciło, wręcz przeciwnie.
Oto czego się dowiedziałem:
-Nie rzuca zazwyczaj swoimi kotami, tylko nie pozwala, by wchodziły mu na głowę.
-Stu metrowy papier toaletowy kupił, bo był w promocji i za namową Satoshiego.
-Chciał zostać tybetańskim mnichem, ale ostatecznie stwierdził, że pomarańczowy to nie jego kolor i nie widzi się z łysą głowa.
-Twierdzi, że perkusista jego zespołu podczas kłótni potrafi się drzeć głośniej niż on na niejednym koncercie.
-Kawa z automatu w studiu nagrań jest robiona z dodatkiem płynu do naczyń lub udrażniania rur.
-Zespół ostatnio nazywał go ,,Księciem Roszpunkiem”.
Lecz absolutnie bezcenne było wszystko, co powiedział nam o Satoshim.
Możliwe, że Hiro wiedział o nim więcej niż on sam.
I tak otrzymaliśmy spis miejsc, w jakich może przebywać gitarzysta, łącznie z godzinami.
Hizaki zaczął nerwowo spoglądać na zegarek. ,,Nie zwracał uwagi, że przedmiot nie działał od kilku lat, twierdził, że takie zerkanie buduje wokół niego aurę niedostępności.
Jakby nieustannie gonił go czas''.

Niestety, ze względu na ograniczenia czasowe, musimy zakończyć tę część reportażu,
a śledzenie Satoshiego i Yuukiego oraz odkrywanie sekretów opaski Reity- w następnym odcinku!


~~~~

Plany ;w;

Tu podzielę się z Tobą moimi planami odnośnie notek na tym blogu.
Kiedy będą się pojawiały nie mam pojęcia, ale postaram się wyrobić sobie jakiś rytm.
Mam plan na razie na dwie serie ,,bajek''.
1. ,,Reporter Juuzou, czyli j-rock historia prawdziwa'' - Część I pojawi się już dziś, ostrzegam, była pisana ,,z obowiązku'' na polski, bo polonistka potrzebowała pretekstu, żeby wstawić mi lepszą ocenę. Pojawia tam się trochę zrzyny z różnych książek i blogów, ale niektóre czytane przeze mnie zdania były tak epickie, że po prostu nie potrafiłam ich nie wykorzystać u siebie.
Więc od razu mówię od kogo ta zrzyna, żeby nie było, że nie szanuję innych, czy coś.
Kilka ,,faktów'' o jednej z postaci pochodzi z doki-iri-no-sekai
I chyba z dwa zdania z jrock-comedy
2.  ,,Kolejne wcielenie''- pomysł na to wpadł mi parę godzin temu i już czuję, jak pierwsza seria blaknie w porównaniu z tą. Tym bardziej, że jest od początku do końca moja, nie licząc osób, które co prawda istnieją, i do mnie nie należą (jeszcze), ale tam występują. Ah, tak opis: Mejibray w bardzo dostojnej formie, stawia czoła brutalnej rzeczywistości slumsów.
3. ,,Ruki i demony psychologii''- Gazettowy wokalista z wizytą u psychologa
4. ,,...if you can, huh?!''- Tej strony Nokubury napewno nie znasz.
W notkach wystąpią panowie z Nocturnal Bloodlust, Lycaon, Mejibray, Versailles i The Gazette.
No, to tyle na teraz.
Dziękuję za uwagę.
Pamiętaj- każdy komentarz cieszy. ;w;

Wypadałoby się przywitać...

Witaj, zbłąkana duszyczko!
Nie, to nie tak jak myślisz,  to nie jest kolejny blog emo-dziecka.
Trafiłeś na coś o wiele gorszego.
To blog rozpieszczonej dziewczynki, zafascynowanej j-rockiem, której znudziło się pisanie fanfików w zeszycie. 
Tak, dobrze myślisz, będą tu fanowskie opowiadania niestabilnej emocjonalnie nastolatki.
Bez obaw, nie będzie yaoi.
Będą bardzo dziwne bajki, napisane pod wpływem impulsu, niezbyt przemyślane i znając życie, nawet autorka będzie się zastanawiała, co miała na myśli.
A tak, miałam się przedstawić.
Jestem Saggie, mieszkam na pięknej, zdezelowanej przez gatunek ludzki planecie Ziemi.
Cholera, trochę to zalatuje jednak emo...
Podobno jestem mistrzem w rozśmieszaniu. Wiem, po tym niezbyt zabawnym wstępie pewnie nie wyglądam, ale postaram się to zmienić. 
Chciałabym zamieszkać na Świecie Dysku, w Ankh-Morpork i codziennie kroić rzekę Ankh, bo to w końcu jedyna rzeka, którą można ciąć.

~
Prawdopodobnie, ten post będzie miał ciąg dalszy w kolejnym, bo genialna Saggie nie umie się ładnie przywitać i przedstawić, a cholernie jej się śpieszy, więc opublikuje taki niedokończony.
A i najpierw jeszcze zapytam znajomych o jakieś istotne informacje na mój temat, które mogłabym łaskawie Ci podać.
Pamiętaj, od dziś jesteś Kimś.
Dziękuję za przeczytanie. ;3